Czy mówienie do Asystenta naprawdę jest tak wygodne?

Obsługa głosowa sprzętów potrafi naprawdę ułatwić życie. Zamiast wpisywania tekstu i ręcznego wyboru opcji, możemy po prostu powiedzieć komputerowi co ma zrobić. Jednak o ile w domu sprawdza się wyśmienicie, o tyle mówienie do asystenta w przestrzeni publicznej może sprawić niemały problem. 

Bo w końcu mimo powszechnej dostępności polskojęzycznego Asystenta Google, nie spotykamy na każdym kroku osoby rozmawiającej ze smartfonem. Jeśli natomiast wydajemy komendy naszemu wirtualnemu pomocnikowi, często możemy zderzyć się z krzywymi spojrzeniami. Dla sporej części społeczeństwa taki rozwój technologii jest ciągle czymś niecodziennym. Zwykły Janek nie zacznie z dnia na dzień mówić do swojego urządzenia. Dlatego też chcąc uniknąć bycia uznawanym za kogoś niezwykłego (a więc innego, czyli w mniemaniu wielu – dziwnego, gorszego) po prostu się przed tym powstrzymuje.

Ale jak wyglądałby świat, gdyby mówienie do Asystenta było powszechne?

Czy gdyby każdy – od pięciolatka ze smartfonem w małej dłoni, po weterana wojennego – korzystał z Asystenta z pełną swobodą, byłoby lepiej? Otóż nie.

I nie ma tu znaczenia nawet funkcjonalność asystenta głosowego (jak na przykład możliwość rozmowy z Alexą, którą opisywał Marcin w tym tekście). Musimy powiedzieć wprost – komendy głosowe nie są gotowe na tę rewolucję.

Dlaczego akurat one? Odpowiedzieć możecie sobie sami. Zacznijcie od tego, ile razy Asystent Google (czy to po polsku, czy angielsku) źle usłyszał co mówicie, albo wyłapał komendę osoby mówiącej coś obok? Zapewne niemało. To teraz wyobraźcie sobie próbę wyszukania czegoś na przykład w metrze, w momencie gdy wszyscy dookoła mówią do asystentów.

Rozwiązaniem tego problemu byłoby chociaż rozwinięcie funkcji rozpoznawania, a także identyfikacji głosuGdyby mój smartfon wiedział kiedy JA mówię, mógłby bez problemu działać równolegle z innymi. Tak się jednak nie dzieje.

Pozostaje również kwestia prywatności

Bo przecież nie w każdej sytuacji odważymy się wypowiedzieć swoje życzenia na głos. I podejrzewam, że nie ma sensu tu podawać przykładów komend, których inni nie powinni słyszeć – raczej każdy sam poda sobie najlepszy.

Oczywiście wad sterowania głosowego asystentem znalazłoby się znacznie więcej. Przede wszystkim można rozpisać się szeroko na temat akceptacji społeczeństwa (czy raczej jej braku) dla inności. Ale ludzi – w przeciwieństwie do technologii – nie zmienimy z dnia na dzień.

Czy powinniśmy bać się mówić do smartfona? Nie. Jednak naprawdę warto zastanowić się czy ten sposób kontroli faktycznie jest taki dobry i czy nie dałoby rady stworzyć czegoś odrobinę lepszego.

mówienie do asystenta