Tak, Twój inteligentny asystent nie dba o Twoją prywatność i nic na to nie poradzisz

Chociaż są tacy co nie zdają sobie z tego sprawy, żyjemy w czasach ciągłego nasłuchiwania, gromadzenia danych i handlowania nimi. Informacje o nas wbrew opinii niektórych spiskowców nie są nic warte ze względu na nas samych – dla ogromnych firm jesteśmy jedynie odbiorcami reklam. I tak oto chociażby Messenger wykorzystuje nasze wiadomości (a według wielu niepotwierdzonych niestety opinii także dane z mikrofonu urządzenia), żeby sprzedać nam reklamy. A inteligentny asystent jest tylko narzędziem, które też wysyła dane korporacjom, a nasza prywatność… powiedzmy, że pozostaje z boku.

I pod niektórymi względami jest nawet gorszy niż Facebook (który już pracuje nad swoim własnym asystentem). Nie chodzi tu o to, że ciągle musi nasłuchiwać otoczenia (bo w końcu OK Google możemy powiedzieć w każdej chwili). Większym problemem w kwestii prywatności pozostaje analiza wypowiedzi użytkowników. Tę bowiem przeprowadzają prawdziwi ludzie, a nie neutralne algorytmy.

O sprawie wspomina TechCrunch. Ogniwem zapalnym był jednak raport Bloomberga, z którego wynika iż pracownicy Amazonu mają naprawdę sporo możliwości zdobycia informacji na temat użytkowników.

Pracownicy analizujący wypowiedzi użytkowników mogą zdobyć naprawdę sporo informacji

Osoby analizujące wypowiedzi mają nie tylko dostęp do tego co mówimy (co już samo w sobie może budzić obawy), ale także do naszej lokalizacji. Bierze się to stąd, że wraz z nagraniem dostają oni szerokość i długość geograficzną, które po wklejeniu w Google potrafią dość precyzyjnie wskazać naszą lokalizację.

Nie jest jasne jak dużo osób ma dostęp do tych danych i jak starannie są oni dobierani. Mówiąc prościej: ileś osób ma dostęp do sporej dawki informacji o Tobie, a Ty nic o nich nie wiesz.

Mimo, że korzystamy z asystentów, to im nie ufamy

I nawet nie wiedząc o tym fakcie, mamy świadomość tego, że inteligentny asystent nie jest najlepszym narzędziem dla prywatności.  Pokazuje to świetnie raport Microsoftu (ten sam, w którym okazało się, że jego własny asystent jest najmniej popularny), który daje nam sporo informacji na temat naszych obaw. Wynika z niego, że aż 41% użytkowników asystentów głosowych niepokoi się kwestiami związanymi z prywatnością.

Ale liczb jest trochę więcej. Na przykład 52% ankietowanych twierdzi, iż obawia się o bezpieczeństwo swoich danych, a 24% nie wie, w jaki sposób ich informacje są wykorzystywane. 36% natomiast nawet nie chce, aby ich dane były jakkolwiek wykorzystywane przez firmy technologiczne (którym nie ufa 14% badanych).

asystent google nasłuchiwanie

Rozwiać obawy związane z prywatnością mogą tylko producenci oprogramowania

Ale przynajmniej sposób na to jest prosty. Wystarczy bowiem, że poinformują oni użytkowników wprost jakie dane, kiedy i jak są zbierane i wykorzystywane. Oprócz tego konsumenci powinni dostać wybór czy chcą, aby na przykład ich wypowiedzi były nagrywane i wysyłane do analizy – w przeciwnym wypadku asystent powinien kasować je na bieżąco po wyczyszczeniu pamięci podręcznej.

I taki wybór wcale nie ograniczy możliwości rozwoju. Bo mimo, że martwimy się o swoje dane, spora część klientów na pewno chętnie się nimi podzieli (zwłaszcza jeśli będą wiedzieć co udostępniają). Zawsze istnieje też możliwość zaoferowania jakiegoś rodzaju nagrody w zamian za podzielenie się informacjami.

Prywatność może być kluczem do przebicia się na rynek

Dokładnie tak. Bo jeśli wiemy, że Amazon zbiera nasze wypowiedzi i wykorzystuje je w niejasnych celach, a nowo wydany sprzęt na przykład Sony dba o prywatność jednocześnie oferując to samo, to co wybierzemy? Odpowiedź jest chyba prosta. I właśnie z tego względu ktoś prędzej czy później postara się zmienić kwestie dbania o dane użytkowników, pociągając za sobą lawinę.

I na to liczymy.

Źródło: TechCrunch